Wizytówka
: niedziela 28 lis 2021, 14:04
A zatem...
Kilka tygodni temu pomyślałem sobie, że może warto po kilku latach przytłumienia przez chwasty powrócić do czasów wymiany doświadczeń z innymi akwarystami, choć wciąż mam w pamięci smród na pewnym warszawskim forum, z którym w nieprzyjemnych okolicznościach rozstało się kilku prawdziwych maniaków. Przez chwilę działaliśmy na nowym forum, udało się nawet zorganizować udział w wystawie w pajacu, a potem jakoś się rozmyło...
Z pewnym zdziwieniem zauważyłem niedawno, że z tamtego forum odeszła kolejna porcja znanych mi osób, które wcześniej deklarowały przynajmniej neutralność ("nie jestem na garnuszku żadnej loży"), a przyczyną była jakaś scysja o nowe warszawskie forum...
Ponieważ nie pozostał żaden ślad prowadzący do celu, zmuszony byłem zapytać wujka Gógla, a ten — acz bez entuzjazmu — wskazał to miejsce. Nie wiem jeszcze, czy to jest właśnie owo wspaniałe miejsce do wymiany doświadczeń, z pełnymi zapału i chęci działania ludźmi na pokładzie, ale pomyślałem sobie "trza spróbować". A więc jestem.
Jeszcze sam nie wiem, na ile mi starczy zapału, ale spróbować warto.
Ponieważ jednak niewielu z Was kojarzę choćby po nikach, a osobiście to chyba tylko krasnala, sądzę, że w drugą stronę może być podobnie. I tym razem postanowiłem zrobić coś, czego normalnie nigdy nie robiłem, wychodząc z założenia, że renomę buduje się ciężką pracą, a nie chwaleniem się. Dlatego poniższego proszę nie traktować jako propagandę, a jedynie sygnał, że niekoniecznie jestem świeżakiem...
Zatem jestem z zamiłowania akwarystą. Jestem też z zamiłowania i zawodu — chemikiem, co gorsza — nauczycielem chemii. Wiele lat temu okoliczności zmusiły mnie do zmiany miejsca pracy i porzuciłem Politechnikę na rzecz uczelni o mniejszej nieco renomie i w niektórych wersjach — niecenzuralnej nazwie, no i teraz uczę "drwali". Ma to swoje dobra strony, bo trochę więcej miałem okazję dowiedzieć się nieco więcej o drewnie, które jest dość ważne w naszym hobby. Miałem też okazję poprowadzić pracę dyplomową o rybach, która łatwo dała się podpiąć pod kierunek studiów, bo to ryby ksylofagiczne były. Mam jakieś 900 L szkła w 7-13 sztukach (zależy jak liczyć), z czego większa część przeżywa właśnie moją niemoc artystyczną i czeka na ożywienie.
Na koniec klika zdjęć, nie z mojej kolekcji, ale kiedyś zauważyłem, że całkiem liczną galerię mam u Kocana, więc skorzystam:

To, co trzymam w ręku, to nie jest kieliszek. A na stole roztwory błękitu bromotylomowego z mojej prezentacji, czyli test pH.

Ten sam dworek w Drozdowie, inna zabawa. Najbliżej nieodżałowanej pamięci Pani Maria Kociołkowska — o jej śmierci dowiedziałem się z rocznym opóźnieniem i wciąż jest to dla mnie szokiem. Jak dobrze się przyjrzycie, znajdziecie też Adama, który zdaje się spływał z Wami we wrześniu, o może i innych znajomych...

Moje ulubione zdjęcie z Drozdowa, przed wycieczką po Narwi, a zrobiła je sama Pani Maria.

Tym razem, dla odmiany... Muzeum w Drozdowie i Andooszka, która z dziecięcym zapałem bawi się w małego chemika. Więcej zdjęć z Drozdowa nie będzie, bo na pozostałych mam kaca...
Żeby nie było, że w domu się nie udzielam, to jeszcze ostatnie, z imprezy wymyślonej i zorganizowanej przez Rafała "Kumaka" Maciaszka, podczas prezentacji z mędrcem, który moim skromnym zdaniem, powinien być partonem akwarystyki.

Jeśli kogoś z Was znam pod innym nikiem, proszę o przyznanie się. Pozostałych mam nadzieję jeszcze poznać...
Kilka tygodni temu pomyślałem sobie, że może warto po kilku latach przytłumienia przez chwasty powrócić do czasów wymiany doświadczeń z innymi akwarystami, choć wciąż mam w pamięci smród na pewnym warszawskim forum, z którym w nieprzyjemnych okolicznościach rozstało się kilku prawdziwych maniaków. Przez chwilę działaliśmy na nowym forum, udało się nawet zorganizować udział w wystawie w pajacu, a potem jakoś się rozmyło...
Z pewnym zdziwieniem zauważyłem niedawno, że z tamtego forum odeszła kolejna porcja znanych mi osób, które wcześniej deklarowały przynajmniej neutralność ("nie jestem na garnuszku żadnej loży"), a przyczyną była jakaś scysja o nowe warszawskie forum...
Ponieważ nie pozostał żaden ślad prowadzący do celu, zmuszony byłem zapytać wujka Gógla, a ten — acz bez entuzjazmu — wskazał to miejsce. Nie wiem jeszcze, czy to jest właśnie owo wspaniałe miejsce do wymiany doświadczeń, z pełnymi zapału i chęci działania ludźmi na pokładzie, ale pomyślałem sobie "trza spróbować". A więc jestem.
Jeszcze sam nie wiem, na ile mi starczy zapału, ale spróbować warto.
Ponieważ jednak niewielu z Was kojarzę choćby po nikach, a osobiście to chyba tylko krasnala, sądzę, że w drugą stronę może być podobnie. I tym razem postanowiłem zrobić coś, czego normalnie nigdy nie robiłem, wychodząc z założenia, że renomę buduje się ciężką pracą, a nie chwaleniem się. Dlatego poniższego proszę nie traktować jako propagandę, a jedynie sygnał, że niekoniecznie jestem świeżakiem...
Zatem jestem z zamiłowania akwarystą. Jestem też z zamiłowania i zawodu — chemikiem, co gorsza — nauczycielem chemii. Wiele lat temu okoliczności zmusiły mnie do zmiany miejsca pracy i porzuciłem Politechnikę na rzecz uczelni o mniejszej nieco renomie i w niektórych wersjach — niecenzuralnej nazwie, no i teraz uczę "drwali". Ma to swoje dobra strony, bo trochę więcej miałem okazję dowiedzieć się nieco więcej o drewnie, które jest dość ważne w naszym hobby. Miałem też okazję poprowadzić pracę dyplomową o rybach, która łatwo dała się podpiąć pod kierunek studiów, bo to ryby ksylofagiczne były. Mam jakieś 900 L szkła w 7-13 sztukach (zależy jak liczyć), z czego większa część przeżywa właśnie moją niemoc artystyczną i czeka na ożywienie.
Na koniec klika zdjęć, nie z mojej kolekcji, ale kiedyś zauważyłem, że całkiem liczną galerię mam u Kocana, więc skorzystam:

To, co trzymam w ręku, to nie jest kieliszek. A na stole roztwory błękitu bromotylomowego z mojej prezentacji, czyli test pH.

Ten sam dworek w Drozdowie, inna zabawa. Najbliżej nieodżałowanej pamięci Pani Maria Kociołkowska — o jej śmierci dowiedziałem się z rocznym opóźnieniem i wciąż jest to dla mnie szokiem. Jak dobrze się przyjrzycie, znajdziecie też Adama, który zdaje się spływał z Wami we wrześniu, o może i innych znajomych...

Moje ulubione zdjęcie z Drozdowa, przed wycieczką po Narwi, a zrobiła je sama Pani Maria.

Tym razem, dla odmiany... Muzeum w Drozdowie i Andooszka, która z dziecięcym zapałem bawi się w małego chemika. Więcej zdjęć z Drozdowa nie będzie, bo na pozostałych mam kaca...
Żeby nie było, że w domu się nie udzielam, to jeszcze ostatnie, z imprezy wymyślonej i zorganizowanej przez Rafała "Kumaka" Maciaszka, podczas prezentacji z mędrcem, który moim skromnym zdaniem, powinien być partonem akwarystyki.

Jeśli kogoś z Was znam pod innym nikiem, proszę o przyznanie się. Pozostałych mam nadzieję jeszcze poznać...